Artykuły

„Kwartalnik Filmowy” 1997, nr 18, s. 39-44

Świat chaosu czy chaos świata?

Karolina Dabert

Rejs, pełnometrażowy debiut Marka Piwowskiego, zawdzięcza swe powstanie współpracy reżysera z gwiazdami ówczesnego kabaretu: Stanisławem Tymem z STS-u oraz Jerzym Dobrowolskim, założycielem i aktorem kabaretu Owca. Wielowarstwowe dialogi, łączące purnonsens z poetyką nowomowy, w znaczącym stopniu są dziełem Janusza Głowackiego.

Obok aktorów zawodowych w Rejsie zagrali amatorzy. Nierzadko byli to wyszukani przez Piwowskiego stali bywalcy barów trzeciej kategorii, o charakterystycznym wyglądzie i osobowości. Zebrani na statku, znakomicie oddali atmosferę polskiej ulicy, tanich restauracji i bufetów dworcowych. Owych kilkudziesięciu wczasowiczów z różnych warstw społecznych i środowisk tworzy model społeczeństwa, a statek w tym sensie staje się metaforą kraju.

O charakterze Rejsu zadecydowała niewątpliwie obecność tychże amatorów, jak również metoda realizacji. Był to bowiem rodzaj happeningu, w którym każdy z uczestników mógł realizować swój pomysł lub wpleść w dialog charakterystyczne dla siebie powiedzenie. Bohaterowie byli przez Piwowskiego prowokowani do udziału w aranżowanych przez niego sytuacjach, dlatego też film jest skonstruowany z poszczególnych, niemal kabaretowych skeczów, a sama fabuła czy dramaturgia schodzą na plan dalszy.

Obecność amatorów na planie filmowym zbliża Rejs do doświadczeń szkoły czeskiej, której czołowym przedstawicielem był Milos Forman [1]. Wprawdzie Forman, w odróżnieniu od Piwowskiego, nie zdawał się na improwizację, ale Rejs ma w sobie coś z surrealistycznej atmosfery szkoły czeskiej i z jej pasji do autentyzmu. Z drugiej strony, nawiązuje do rodzimej literatury i teatru (przede wszystkim do twórczości Sławomira Mrożka i Witolda Gombrowicza), do nurtu groteski intelektualnej, która inspirowała kabaret lat sześćdziesiątych. Rejs przeto czerpie swą oryginalność z dwóch źródeł: z tradycji intelektualnej ówczesnego kabaretu studenckiego oraz z poszukiwań nowej szkoły dokumentu i kina czeskiego, których osiągnięciem stała się umiejętność obserwacji człowieka w sytuacjach zwyczajnych i w kontaktach z innymi ludźmi.

Szczególną cechą tego filmu jest to, że wymieszanie konwencji doprowadziło do scalenia sztuczności z autentyzmem. Amatorzy bowiem są sobą i grają jednocześnie, a aktorzy profesjonalni grają, będąc sobą.

Kiedy w roku 1970 Rejs wszedł na ekrany, w wersji radykalnie okrojonej przez ówczesną cenzurę, wzbudził nie tylko polemikę, ale również sprzeciw. Tym, którzy krytykowali film, nie podobała się prześmiewcza zjadliwość i prowokacyjny nihilizm. Jednocześnie film ten łamał reguły gry, ustalone stereotypy, nie można było włożyć go do żadnej z istniejących szuflad. Natomiast pu-

– 39 –

bliczność odebrała Rejs przychylnie. Fascynacja tym filmem odradza się zresztą wraz z każdą kolejną projekcją. Dzieje się tak między innymi dlatego, że twórcy Rejsu w sposób niezwykle oryginalny podeszli do zjawisk jakże dobrze znanych kolejnym pokoleniom Polaków. Satyra i ironia pobudzają do refleksji na temat świata, jaki w rezultacie wyłania się z przedstawionych sytuacji. Nikt przecież nie ma wątpliwości (a nie miała tych wątpliwości również cenzura), że Rejs doskonale oddaje atmosferę PRL, obnaża pozorność działań i zaangażowania jednostek i tak naprawdę mówi o problemach znacznie szerszych i głębszych niźli wycieczka statkiem po Wiśle. Z drugiej strony, pewne psychologiczne, społeczne, a nawet moralne prawdy, które wyłaniają się z obrazu, mają charakter uniwersalny. Rejs można bowiem potraktować jako analizę form życia zbiorowego. Polega ona na odnotowywaniu stereotypów i pewnego ogłupienia, jakie wdziera się w życie społeczne, gdy świadomość jednostek zawodzi. Kamera wyzwala ludzi z balastu konwenansów, rytuałów, schematów zachowań zbiorowych. By jednak móc uchwycić ową rzeczywistość ludzkich odruchów, reżyser odrzucił formy realizacyjne, skłaniające proces twórczy ku rutynie. Nie mogło być też mowy o tradycyjnej dramaturgii. W rezultacie obrazy sprawiają wrażenie rozsypanych; poszczególne epizody, które składają się na film, są ze sobą swobodnie zestawione. Brakuje tu wewnętrznej spójności, co bynajmniej nie okazało się wadą, bowiem takie cechy, jak przypadkowość i chaos, przywołują dziś skojarzenia z poetyką postmodernistyczną (co niewątpliwie nie pozostaje bez wpływu na ogromną popularność Rejsu w ostatnim czasie, szczególnie wśród ludzi młodych). Twórca zdał się niemal całkowicie na improwizację na planie filmowym. Porzucił konwencje na rzecz prawdopodobieństwa sytuacyjnego, zdając się na logikę życiowego chaosu.

Społeczeństwo w ten sposób „podpatrzone” jawi się jako uwikłane w sieci obowiązujących konwencji, jako społeczeństwo, które tkwi we wszechwładzy stereotypów i nie może czy też nie potrafi już od nich uciec. Jednocześnie wyraźny staje się rozdźwięk między tym, co ludziom narzuca pseudorzeczywistość oficjalna lub też towarzyski konwenans, a tym, jacy są w rzeczywistości. Skonwencjonalizowaniu nie oparł się także język, który jest bełkotliwym przedrzeźnianiem różnych języków - języka prawnego, naukowego, biurokratycznego, propagandowego.

Niemal wszystko, czego podejmują się pasażerowie statku, staje się działaniem absurdalnym, groteskowym gestem i właściwie nikomu nie udaje się niczego do końca zorganizować. Stereotypy i obowiązujące konwencje zbiorowe przesłoniły autentyczne porozumienie międzyludzkie. Mimo pozorów zorganizowania na statku panuje chaos i wszystko niejako do chaosu dąży. Jest on wynikiem wszelkich działań, które z powodu swej pozorności nie prowadzą do uporządkowania świata, a co najwyżej powołują do życia świat pozorów i fikcji. Spełniają jednak istotną funkcję - funkcję racjonalizującą ów nieład. Jest to więc nieład zracjonalizowany.

Rejs a nowoczesność

Chaos czy przypadkowość, według Zygmunta Baumana [2] są tym, co prześladuje ludzi od początku ich bytu na ziemi. Całe istnienie ludzkie jest wysił-

– 40 –

kiem, podejmowanym po to, by przed chaosem uciec, by zmierzyć się z nieprzewidywalnością zdarzeń. Chaos, o którym mowa, jest stanem niejako stałym. Nieuchronność śmierci, przypadkowość istnienia, cel świata, sens ludzkiego życia - wszystko to niepokoi od co najmniej stuleci i wymaga nie tyle wyjaśnienia, ile zorganizowania. Człowiek, starając się nadać sens swej egzystencji, stara się opanować stan bezładu. Bezradność wobec problemów ostatecznych: narodzin i śmierci, powoduje dramatyczne zapotrzebowanie na rozum wyższego rzędu, który wyjaśniłby i zorganizował przestrzeń i czas, znajdujące się siłą rzeczy poza możliwościami ludzkiego doświadczenia. Całe społeczeństwa ogarnia lęk przed chaosem, dlatego akceptują różnego rodzaju obietnice ładu.

Społeczeństwa przednowoczesne zawierzyły w tej kwestii Bogu jako odwiecznej i najwyższej mądrości, której obecność nadaje sens istnieniu człowieka i wypełnia potrzebę wszechmocy, wszechwiedzy, wieczności i wszechobecności. Społeczeństwa te wyraziły zgodę na stan, w którym samostanowienie społeczeństw zostało ograniczone przez siły zewnętrzne.

Epoka nowoczesności (w której płynie nasz statek) zmieniła sytuację egzystencjalną człowieka. Bóg osobowy został bowiem zastąpiony Koniecznością Historyczną lub Przebiegłością Rozumu. Epoka Rozumu usensowiła byt ludzki celami umieszczonymi w przyszłości. Owa przyszłość - według Baumana - miała być dowodem na to, że wysiłek ludzki nie był daremny.

Nowoczesność postawiła sobie ambitne zadanie wyeliminowania bezładu i przygodności. Oferowała wizję społecznego ładu opartego na nowych zasadach. Dziś jednak, konstatuje Bauman, nauczeni doświadczeniami XX wieku, mamy świadomość, iż dążenie do opanowania tego, co żywiołowe i przygodne, nie zostało zrealizowane, a konsekwencjami „dekretowania ładu” stały się czystki etniczne, Auschwitz i Gułag. Najprostsza bowiem droga do Królestwa Rozumu wiodła przez totalitarną formę państwa, które ostatecznie likwidowało resztki spontaniczności oraz eliminowało rozprzężenie i przypadek z życia całych społeczeństw.

Owo „nowoczesne” okiełznanie chaosu zostało dokonane za pomocą przewrotnej metody. Najmocniejszy ze znanych uładzony ład budowano drogą racjonalizacji wewnętrznego chaosu.

Sądzę, że w kontekście rozważań na temat epoki nowoczesności i jej konsekwencji dla życia społecznego warto przyjrzeć się światu, jaki wypłynął w tytułowy rejs.

Świat ów jest w stanie głębokiego chaosu, bezładu. Trudno odnaleźć tu takie wartości, jak solidarność czy autentyczność w stosunkach międzyludzkich. Co więcej - odsłonięta zostaje i sugestywnie ukazana ogólnie akceptowana nonsensowność języka, systemu pojęć, sytuacji, zachowań i działań. Chaos ten jednak zostaje w pewnym momencie zracjonalizowany celem, jakim jest bliżej nie określona Rocznica Kapitana. Zadania i role związane z owym świętem pochłaniają pasażerów. Na rzecz idei nadrzędnej poświęcają oni swój czas (pierwotnie przeznaczony przecież na wypoczynek) i energię.

Rocznica Kapitana staje się celem wzniosłym, z założenia dobrym, zmuszającym do zaangażowania, jak i skłaniającym do poddania się dyscyplinie wewnątrzgrupowej. Owo poczucie dyscypliny zastępuje w totalitaryzmie odpowiedzialność moralną. Głos sumienia czy rozsądek rozumu zostają tu zastąpione

41 –

zdolnością do poświęcenia się idei uważanej za nadrzędną. Należy dodać, iż ów cel nadrzędny, cel dobry uprawomocnia użycie przemocy.

W Rejsie takiej presji poddany zostaje między innymi Filozof. Jego nauka staje się bezradna ze swą logiką wobec rzeczywistości. On sam, za wyłamanie się oraz głęboko filozoficznie uzasadnioną niechęć do ćwiczeń fizycznych, zostaje ukarany poniżającym klapsem ze strony głównego organizatora przygotowań do Rocznicy.

Śledztwo prowadzone na statku, a mające na celu wykrycie autora „oszczerczego” napisu w damskiej ubikacji, jest dokładnie tym, co Cornelius Castoriadis nazywał wojną wszystkich ze wszystkimi. Wojna ta to nie tylko podstawowa zasada funkcjonowania reżimu totalitarnego, ale także element sprzyjający rozwojowi systemu biurokratycznego. W takiej sytuacji najniebezpieczniejszym wrogiem człowieka - jak pisze profesor Tischner w Nieszczęsnym darze wolności - stał się inny człowiek [4]. Daje to władzy pretekst do wkraczania w sferę stosunków międzyludzkich celem zaprowadzenia „spokoju”. Stąd też Poeta (prawa ręka Kaowca) śledzący pasażerów nawet w toalecie.

W etyce totalitarnej na znaczeniu zyskują takie pojęcia moralne, jak lojalność, obowiązek, dyscyplina. Są one, rzecz jasna, odpowiednio ukierunkowane. Źródłem ocen moralnych staje się przełożony.

W pewnym momencie Kapitan przestaje dowodzić na statku. Władzę przejmuje natomiast Kaowiec „z przypadku”, który zaprowadza na statku swoisty porządek, bardzo ściśle ukierunkowując ludzkie działania. Narzuca pasażerom nowe zadania, nakłada obowiązki, wyznacza role. Staje się również odpowiedzialny za zachowanie dyscypliny. Pozwala więc sobie na robienie uwag pod adresem pasażerów, którzy w jakikolwiek sposób wyłamują się z przyjętego porządku. Udziela zdecydowanej reprymendy pasażerowi, który nie przyszedł na próbę, usuwa z Rady Rejsu inżyniera Mamonia podejrzanego o ów niecny napis. Korzysta w tym celu z pomocy Prawnika, którego zobowiązuje do przeprowadzenia śledztwa, osądzenia i wydania wyroku.

Kaowiec nie tylko rządzi, ale także staje się autorytetem moralnym we wszelkich sprawach i ma tu głos decydujący. Reinterpretuje pieśń człowieka z gitarą w sposób pokrętny, wyraźnie wbrew intencjom wykonawcy. W końcu jednak nikt nie oponuje, gdy nostalgiczny Kolega Śpiewak trafia do grupy gimnastycznej i jest zmuszony do wykonywania dziwacznych ćwiczeń. Kaowiec wręcz postanawia, że w czasach, w których aż roi się od celów, człowiek nie może być smutny, nie ma prawa czuć się źle, a tym bardziej o tym śpiewać. A jeżeli już to robi, tekst należy odebrać jako żartobliwy i ironiczny.

Język w Rejsie

Godny dłuższego zastanowienia jest język, jakim posługują się poszczególni bohaterowie Rejsu. Niewątpliwie nawiązuje on do nowomowy [5], czyli do języka, który w Polsce jest nieodłącznie związany z totalitarnymi następstwami epoki nowoczesności.

W wielkim skrócie ujmując, język ów charakteryzuje się schematyzacją sposobu mówienia, który opiera się głównie na skostniałych zwrotach frazeologicznych. Władza arbitralnie decyduje, jak należy mówić, narzucając jednocześnie

42 –

zmiany znaczeń wyrażeń i całych zwrotów. Słowo w tym języku jest z zasady obciążone aksjologicznie: w większym stopniu jest nośnikiem wartości niż znaczeń. Wyrażenia, zwroty, sformułowania dosłownie znikały z języka oficjalnego, jeżeli nie były zgodne z aktualnie obowiązującym kierunkiem ideologicznym. Eliminacja pewnych pojęć z języka pociągała za sobą wykluczenie z życia tych zjawisk, które władza uznała za niepożądane. W ten sposób zaprowadzony ład językowy był ładem jedynie pozornym. Cechą fundamentalną nowomowy była bowiem niedookreśloność. Język ten nie objaśniał rzeczywistości, nie mówił wprost, lecz kluczył; nie tłumaczył, lecz gmatwał i rozmywał znaczenie słów.

Rejs jest kopalnią przykładów na różne formy i odmiany nowomowy. Pasażerowie, uczestnicząc na przykład w oficjalnym zebraniu, uważają, że nie jest to miejsce na język prosty i jasny. O rzeczach normalnych mówią w sposób zawiły i zagmatwany. Wypowiadają się za pomocą utartych zwrotów, zbitek słownych, wyrażeń niemal sloganowych. Czuje się w tych wypowiedziach sztuczność i nieudolność. Konsekwencją owych usilnych dążeń pasażerów do mówienia językiem oficjalnym i w ich przekonaniu, jak sądzę, poważnym, jest to, że zakłócona zostaje normalna komunikacja międzyludzka. Przekaz uległ zaciemnieniu, dlatego też owo porozumienie zostało w znacznym stopniu utrudnione.

Sytuacja taka jest zresztą zwykle trudna do przezwyciężenia, gdyż nowomowa eliminuje wszelkie inne języki, nie dopuszcza również do powstawania nowych. Społeczeństwo jest więc niejako skazane na nowomowę, która systematycznie atakuje i często niepodzielnie wpływa na świadomość zarówno jednostek, jak i na świadomość zbiorową.

Wracając jednak do filmu, chcę przytoczyć przykład moim zdaniem trafnie oddający klimat językowy Rejsu. Rzecz dzieje się na zebraniu, prowadzonym przez Kaowca, gdzie obecni są wszyscy pasażerowie. Z sali pada propozycja zorganizowania wieczorku zapoznawczego. Poeta deklaruje przygotowanie czegoś, czego jeszcze nie było, na tę okazję. Wywiązuje się wymiana poglądów, w której biorą udział kolejno: młody człowiek, mężczyzna w średnim wieku (o którym wiemy, że jest prawnikiem) oraz znany nam już Kaowiec.

– Proszę Państwa. Nawiązując do słusznej idei programu rozrywkowego, chciałbym wytknąć jedną jej wadę. Kładzie ona nacisk jedynie na rozwój intelektualny i duchowy, z pominięciem elementów fizycznych. W związku z powyższym proponowałbym następujące dyscypliny sportowe, jak pływanie, prawda, zapasy, boks...

– Poproszę o głos! Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki, Panie, to nikomu tak nie podoba się, więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było, tylko aplauz i zaakceptowanie... tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.

– Ja uważam, że to jest chyba bardzo rozsądne, co Pan mówi, i to ma chyba... jest potrzebne po prostu.

– No więc, wobec tego, należy wziąć się do pracy i budować... organizować...

Widoczny w powyższym przykładzie jest dystans, z jakim twórcy dialogów podeszli do nowomowy. Nagromadzenie w krótkim dialogu wielu jej cech i ele-

– 43 –

mentów sprawia, że mamy do czynienia z wyśmienitą parodią nowomowy. Pastisz obnaża mechanizmy funkcjonowania owego języka, wyczula i ostrzega. Satyra na nowomowę nie tylko więc bawi, ale staje się swoistą obroną przed jej skutkami i w miarę skuteczną ochroną.

Skazani na chaos

W języku tym, jak i w reakcjach i odruchach pojawia się komizm niespodziany, jakby nie zaplanowany. A jest on obecny wszędzie tam, gdzie granice między fasadowością a realnością, sztucznością a normalnością, hasłem a możliwością okazują się nie do pokonania.

Niemożność wyzwolenia się z konwencji, również językowych, nie daje społeczności płynącej na statku szansy na wyzwolenie się z chaosu. Tym bardziej że został on zracjonalizowany. Ujawnia się tu pewna totalitarna przewrotność: system ten, dążąc do uporządkowania świata, wytwarza jednocześnie klimat bezładu, płynności zasad i niedookreśloności praw. Wszystko po to, by utrzymać poddanych w niepewności, odebrać im poczucie bezpieczeństwa. Człowiek wystawiony na totalitarne oddziaływanie z czasem nabiera przekonania, iż sam nie jest w stanie funkcjonować. Poddaje się przeto ubezwłasnowolnieniu.

Jak to lapidarnie ujęła Hannah Arendt, reżimy totalitarne starały się urzeczywistnić fikcyjny, wywrócony do góry nogami świat [6]. Taki właśnie świat, moim zdaniem, urzeczywistnił na statku Marek Piwowski. Jest to świat, w którym Poeta jest niezrozumiały, nauka staje się bezradna wobec rzeczywistości, sport podlega wynaturzeniu, a relacje międzyludzkie są pozbawione autentyzmu. Pozostaje więc jedynie konwencja i wielka, zbiorowa mistyfikacja.

Karolina Dabert

PRZYPISY:

1. M. Kornatowska, Wodzireje i amatorzy, Warszwa 1990, s. 34 i 35. [powrót] 

2. J. Tischner, Nieszczęsny dar wolności, Kraków 1993, s. 193. [powrót] 

3. Rozważania powyższe są oparte na pracy * Zob. M. Głowiński, Nowomowa po polsku, Warszawa 1991. [powrót] 

4. Z. Bauman, Moralność bez etyki, w:  Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Warszawa 1993, s. 470. [powrót] 

5. H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 1994, ss. 41-84. [powrót] 

6. Zob. C. Castoriadis, W obliczu wojny, Londyn 1985. [powrót] 

– 44 –

Wróć do poprzedniej strony

Wybrane wideo

  • O PROGRAMIE APF, dr Rafał Marszałek
  • Polskie kino po 1989 roku, prof. Mirosław Przylipiak
  • Odwilż październikowa i jej wpływ na rozwój kinematografii w Polsce
kanał na YouTube

Wybrane artykuły