Artykuły

[w:] 50 lat Polskiej Szkoły Filmowej (DVD), Warszawa 2008

Kanał

Marek Hendrykowski

Dążenia, o których tu mowa, oznaczały w pierwszej kolejności odrzucenie propagandowych kłamstw i przywrócenie milionom Polaków pamięci i prawdy o ich własnych dziejach. W życiu publicznym PRL-u wszechobecny dotąd terror i strach ustępował odwadze i prawdzie otwartego mówienia o tym, jak Polacy walczyli o własną niepodległość. Pękał mur wieloletniego milczenia i falsyfikowania historii fabrykowanej na użytek władz komunistycznych.

Jak wiele filmów Polskiej Szkoły Filmowej, również i ten swoje powstanie zawdzięcza inspiracji literackiej. Nie chodzi tu wcale o beletrystykę. Na samym początku pojawił się bowiem, w czym jego wielka zaleta, dokumentalny zapis ludzkiego doświadczenia, zrodzony z osobistych przeżyć jednego człowieka. Scenarzystą Kanału był żołnierz powstania por. Jerzy Stefan Stawiński (pseudonim konspiracyjny „Łącki"). Opowiadanie Stawińskiego pt. Kanał powstało w roku 1955, a drukiem ukazało się w marcu 1956 na łamach „Twórczości”, zaś w sierpniu tego samego roku – wspólnie z Godziną „W"Węgrami – wyszło w masowym nakładzie w formie książkowej, nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego.

Pierwszym, który na długo przed publikacją dostrzegł w opowiadaniu Stawińskiego materiał na film, był Tadeusz Konwicki, współpracownik (a od 1957 kierownik literacki) właśnie utworzonego (1 maja 1955) Zespołu Filmowego „Kadr”. To od niego wyszła inicjatywa nakręcenia filmu na podstawie tego utworu. Najstarsza wersja scenariusza Kanału zatytułowana pierwotnie Ku chwale ojczyzny... powstała w błyskawicznym tempie pod koniec roku 19553. Wtedy też projekt został przedłożony do oceny władzom kinematografii.

Zachowany stenogram posiedzenia Komisji Ocen Filmów i Scenariuszy z dnia 24 stycznia 1956 świadczy o tym, że miało ono dramatyczny przebieg. Kawalerowicz, Konwicki i Wajda bronili projektu z całą konsekwencją. Kanał był dla Zespołu Filmowego „Kadr” pozycją niezwykle ważną, wyznaczającą zarówno kierunek dążeń skupionych wokół niego filmowców, jak i ówczesny pułap ich aspiracji artystycznych. Generalnie biorąc, kontekst politycznej odwilży, a następnie coraz gorętsza atmosfera lat 1955-1957 sprzyjały twórcom. Sam fakt realizacji filmu na ten temat, po wielu latach milczenia i propagandowych kłamstw, rozbudził jednak ogromne oczekiwania społeczne. Kanał, jako pierwszy film o powstaniu warszawskim, odważnie wkraczał w spustoszoną przez propagandowe kłamstwa stalinizmu przestrzeń publiczną. Widać, że Wajda i Stawiński poszukiwali złotego środka. Z jednej strony, konkret osobistych przeżyć i doświadczeń, z drugiej – próba uogólnienia zmierzająca do ogarnięcia skali wielkiego dramatu miasta i setek tysięcy jego mieszkańców. Fragmentaryczność groziła zagubieniem szerszego obrazu całości. Nadmierne uogólnienie z kolei skutkowało powierzchownością oglądu, utratą tego, co autentyczne, głęboko przeżyte i doświadczone. Stąd też wybór: nie anonimowi powstańcy ukazani w konwencji pomnika, lecz żywi ludzie w powstaniu. Strategia ta zachowana została konsekwentnie od pierwszej do ostatniej sceny filmu.

Złożony, pełen zakrętów kontekst polityczny historii Polski lat 1955-1957 wywarł na dzieło Wajdy przemożny wpływ. Potrafimy obecnie zrozumieć i sprawiedliwie ocenić, co było wtedy możliwe i w jakim stopniu autorom filmu udało się poszerzyć wcześniejsze ograniczenia i przełamać bariery cenzuralne istniejące wokół tego tematu. To, co znalazło się ostatecznie na ekranie, trzeba jednak dzisiaj czytać jako wyraz zarówno odwagi artystycznej twórców, jak i rezultat wymuszonego przez ówczesne okoliczności kompromisu w sferze ideologii, bez którego Kanał nie miałby żadnych szans na realizację.

Gotowe dzieło zasadniczo odbiega od pierwotnej koncepcji nie mającej jeszcze właściwej siły wyrazu.

Oceniane od strony artystycznej, imponuje odwagą młodości i przełamującą wszelkie tamy energią dążenia do tego, by stworzyć coś prawdziwie nowoczesnego. Skupiona wokół tego filmu grupa niedawnych studentów łódzkiej szkoły filmowej i ich starszych kolegów dysponowała już potencjałem twórczym i pulą zawodowych doświadczeń niezbędnych, aby porwać się na tak odważne przedsięwzięcie i doprowadzić je z sukcesem do końca. A było to zadanie bardzo trudne, wymagające wysokiej próby profesjonalizmu i wielkiej sprawności warsztatowej.

Wajda postawił na najlepszych, skupiając wokół siebie niezwykle twórczą ekipę realizatorów. Funkcję II reżysera przy Kanale objął kipiący pomysłami Kazimierz Kutz, jednym z asystentów Wajdy był Janusz Morgenstern. Autorem znakomitych zdjęć został wytrawny mistrz światła Jerzy Lipman (także uczestnik powstania), a operatorem kamery przygotowujący się do samodzielnego debiutu operatorskiego w filmie fabularnym 26-letni wówczas Jerzy Wójcik. Doniosły wkład artystyczny w ten film wnieśli również: doświadczony scenograf Roman Mann oraz kompozytor Jan Krenz.

Niezwykle trudno było ogarnąć sam temat. Nadzieja pomieszana z rozpaczą. Ginący świat udręczonej przez wojnę i okupację Warszawy, która jeszcze kilka lat temu była normalną europejską metropolią, dumną stolicą niepodległego państwa, szczycącą się własnym rozwojem i perspektywami, mającą swoisty szyk i urok, a teraz bezbronna zamienia się w apokaliptyczną ruinę. Agonia dogorywającego powstania, które miało przynieść wolność. Nie ma już miasta, nie ma niczego, co pozostałoby na swoim miejscu. Zostali jeszcze tylko ci dzielni ludzie, resztkami sił usiłujący ocalić życie. Cywilizacja rozpadu walcząca o przetrwanie, o które – już nie z dnia na dzień, ale z chwili na chwilę – coraz trudniej.

Kanał opowiada o klęsce, pokazuje rozpad świata, który nieuchronnie pogrąża się w totalnym chaosie, a przecież – analizowany od strony realizacji, produkcji i tego, co ostatecznie znalazło się na ekranie, paradoksalnie – okazuje się filmem doskonale zorganizowanym. Kręcony latem 1956, powstał w warunkach niezmiernie intensywnego wysiłku i w bardzo krótkim czasie. Na planie filmowym ekipa musiała pokonywać niezliczone trudności i ograniczenia. Wysiłek ten nie uległ rozproszeniu, wprost przeciwnie, przełożył się na wewnętrzną energię dzieła.

„Wiedzieliśmy – powie po latach Wajda – że jesteśmy głosem naszych zmarłych, że naszym obowiązkiem jest danie świadectwa o tych strasznych latach, strasznych zniszczeniach, o strasznym losie, który spotkał polski naród, a spotkał tych, którzy byli najlepsi".

Realizacja filmu o powstaniu warszawskim w gorącej atmosferze politycznej roku 1956 stała się sprawą mobilizującą wielu ludzi. Także tych nie mających z kinematografią nic wspólnego. Rok 1944 powrócił na planie filmowym raz jeszcze. Sceny plenerowe kręcono w autentycznych warszawskich sceneriach, co sprawiło, że również samo miasto, z jego ruinami, rzeźbą terenu i lokalnym kolorytem, stało się w filmie równorzędną i pełnoprawną osobą dramatu. Osobiste przeżycia uczestników powstania, Stawińskiego i Lipmana, wyzwoliły niezwykłe poświęcenie i zaangażowanie całej ekipy, której z kolei z wielką ofiarnością przyszli w sukurs mieszkańcy Warszawy asystujący przy realizacji Kanału. Pamięć indywidualna uruchomiła pamięć zbiorową.

Premiera odbyła się w Warszawie 20 kwietnia 1957 roku. Pierwszy fabularny film o powstaniu warszawskim skupił na sobie uwagę szerokiej opinii publicznej i stał się w pewnej mierze sprawą narodową, przyciągając w następnych miesiącach do kin kilkumilionową widownię. Temperatura odbioru była wysoka, a oczekiwania ogromne.

Ścierały się diametralnie różne opinie. Scenarzysta i reżyser mieli świadomość, że wewnętrzna dynamika Kanału jako dzieła artystycznego jest czymś, co niekoniecznie samo musi się obronić, wystawione na działanie potężnej zewnętrznej presji społecznych kontekstów związanych z ówczesną sytuacją w kraju. Na właściwe odkrycie głębszej wymowy filmu pora miała dopiero nadejść.

Punkt zwrotny i prawdziwy przełom nastąpił po pamiętnym pokazie konkursowym na festiwalu filmowym w Cannes. Najpierw znakomite przyjęcie i liczne głosy uznania, potem werdykt jury pod przewodnictwem Jeana Cocteau: Srebrna Palma i prawdziwy triumf. Od tego momentu Kanał stał się wielkim przebojem eksportowym polskiego kina. W latach 1957-58 kupiły go aż 24 kraje. W roku 1958 wyświetlany był jednocześnie w ponad stu kinach Wielkiej Brytanii! Do chwili obecnej – pozostaje jednym z najbardziej znanych i cenionych w świecie polskich filmów fabularnych.

Film Wajdy spotkał się z bardzo żywym przyjęciem i zainteresowaniem rodzimej publiczności. W pierwszym roku eksploatacji obejrzała go w Polsce rekordowa liczba 4,2 miliona widzów. Byłby to pełny sukces, gdyby nie wspomniane nieporozumienia i kontrowersje. Komentarzom prasowym nie było końca. Jedni frontalnie atakowali, podczas gdy inni z przekonaniem bronili. „Wajda – pisał Jan Józef Szczepański – dokonał tego, co wydawało się już niemal niemożliwością. Odnalazł prawdę. W jego filmie jest autentyczny smak dni powstańczych, jest ich gorycz, ich krwawa ironia i ich przejmujący patos i to w proporcjach właściwych, nie deformujących, nie pomniejszających formatu rzeczy".

Krajową dyskusję wokół Kanału zdominował ostry spór o prawdę historyczną. Dywagacje na temat filmu Wajdy i namiętne spory wokół niego stały się w pewnej mierze tematem zastępczym. Chodziło o bolesną dla ludzi sprawę, jaką była zbiorowa trauma powtarzanych latami propagandowych kłamstw na temat powstania, nie zaś o sam film. Większość dyskutantów potraktowała go jako dokument historyczny, a nawet – co może dzisiaj mocno dziwić – swoistą wykładnię powstania warszawskiego, zapominając, że ma do czynienia z fikcją fabularną osnutą na tle powstańczego dramatu pewnej grupy ludzi. Nastąpiło to wbrew woli samych twórców. „Treścią filmu – pisał na początku 1957 roku Wajda - nie jest fresk historyczny, lecz przeżycia konkretnej grupy ludzi. I tylko tak można film ten oceniać i interpretować, jeżeli chce się być w zgodzie z intencją autorów".

„Kanały to dno, finał, upadek powstania i marzeń” – pisał Wajda w Notatkach reżysera. A świadom ciężaru zarzutów, w dyskusji po przedpremierowym pokazie w klubie „Po prostu” dodawał: „Nie chodziło mi o powstanie, tylko o oddanie procesu umierania ludzi skazanych na śmierć". Aby wyrazić tragedię powstania warszawskiego, reżyser Kanału nie tyle coś „powiedział”, ile – w niezwykle umiejętny sposób - wykreował. W finałowej scenie z zalaną światłem kratą, do której dochodzą Stokrotka i ciężko ranny Jacek i za którą roztacza się widok na przeciwległy brzeg Wisły – widzimy dwoje bohaterów „schwytanych” w śmiertelną pułapkę: w pajęczynę historii.

Mówi tu sam obraz. Żadnych odautorskich komentarzy, żadnych słownych deklaracji na temat powstania. Czego w filmie o powstaniu warszawskim nie można było wtedy wyrazić wprost (daremne oczekiwanie powstańców na pomoc stojących po drugiej stronie Wisły Rosjan), dzięki sztuce filmowej mogło zostać wyrażone inaczej. Scena z kratą okazuje się tak poruszająca i pełna znaczeń dlatego, że została oparta na niedopowiedzeniu. Zasada „niewyrażalnego w wyrażonym”, którą posłużył się Wajda, reżyserując ową przejmującą scenę, chroniła ją przed ingerencją cenzury i otwierała przestrzeń wyobraźni widza. To on miał dopowiedzieć sobie resztę, odczytując – wyrażoną nie wprost i w sposób symboliczny – wymowę pamiętnego obrazu, który stał się wkrótce ikoną całego filmu i całego polskiego kina.


Bibliografia
(wybór)

Lindsay Anderson, Cannes 1957, „Sight and Sound" 1957, vol. 27,  nr 1.

Władysław Bartoszewski, „Kanał" czy film o powstaniu warszawskim?, „Stolica" 1957, nr 23.

André Bazin, Cannes 1957. Ils aimaient la vie (Pologne), „Cahiers du Cinéma" 1957, nr 6 (72).

Don Fredericksen, Marek Hendrykowski, Kanał, seria Klasyka Kina, wstęp i posłowie Andrzej Wajda, Poznań 2007.

Adam Garbicz, Jacek Klinowski, Kanał, w: Kino, wehikuł magiczny. Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego. Podróż druga: 1950-1959, Kraków 1987.

Janusz Gazda, „Kanał”. Początek szkoły polskiej, „Kwartalnik Filmowy" nr 17, 1997.

Aleksander Jackiewicz, Armia schodzi do kanałów, „Trybuna Ludu” 1957, nr 111; przedruk w tomie: Moja filmoteka. Kino polskie, Warszawa 1983.

Tadeusz Lubelski, Wajda, Wrocław 2006.

Bolesław Michałek, Kanał, „Teatr i Film" 1957, nr 1.

Artur Międzyrzecki, „Kanał” i kronikarze, „Życie Warszawy” 1957, nr 160.

Stanisław Ozimek, Konfrontacje z Wielką Wojną. Bohaterowie schodzą do kanałów..., w tomie zbiorowym: Historia filmu polskiego, t. IV: 1957-1961, red. Jerzy Toeplitz, Warszawa 1980.

Jerzy Płażewski, Sukces polskiego filmu w Cannes, „Teatr i Film" 1957, nr 1.

Tadeusz Sobolewski, Wyjście z zaklętego kręgu. O filmach Andrzeja Wajdy, „Film” 1979, nr 28.

Jerzy Stefan Stawiński, Kanał, „Twórczość” 1956, nr 3.

Jerzy Stefan Stawiński, Złoty sen przestępcy, „Przegląd Kulturalny" 1957, nr 23.

Jerzy Stefan Stawiński, „Łącki” zarys działań kompanii łączności w Powstaniu (1968, maszynopis w zbiorach prywatnych scenarzysty).

Jerzy Stefan Stawiński, Złudzenia umarły w kanale, rozm. Piotr Bratkowski, „Rzeczpospolita”, 1 sierpnia 2006, nr 178.

Jan Józef Szczepański (JJS), Kanał, „Tygodnik Powszechny” 1957, nr 18.

Wajda Filmy, t. 1-2, Warszawa 1996.

Andrzej Wajda, Ku chwale ojczyzny... według noweli Jerzego Stefana Stawińskiego „Kanał”. Scenopis filmu, maszynopis (1956) w zbiorach Filmoteki Narodowej.

Andrzej Wajda, Z notatnika reżysera, „Teatr i Film” 1957, nr 1.

Andrzej Wajda, Moje notatki z historii, „Kwartalnik Filmowy” 1996, nr 15-16.

Wróć do poprzedniej strony

Wybrane wideo

  • O PROGRAMIE APF, dr Rafał Marszałek
  • POLSKIE KINO PRZEDWOJENNE, dr Rafał Marszałek
  • Represje wobec kinematografii polskiej po wprowadzeniu stanu wojennego na...
kanał na YouTube

Wybrane artykuły